Demoscena bezpośrednio wywodzi się z sceny crackerskiej, gdzie rywalizacja jak najbardziej występuje.
Gdyby w demoscenie nie chodziło o rywalizację, to autorzy nie prześcigaliby się w udoskonalaniu efektów, które zobaczyli w innych demach.
W latach 80 było pełno produkcji gdzie programiści chwalili się, ile animują kropek/bobów.
Nie chodzi o rywalizację w sensie publikacji kodu, tylko o stworzenie ładniej wyglądającego i/lub wymagającego technicznie efektu.
Czytałem sporo recek dem w zinach i ludzie tam nie oceniali przez pryzmat ile ktoś animował kropek więcej niż poprzednicy. Raczej oceniało się to czy muzyka jest synchroniczna z efektami. Jakie są przejścia między scenami. Czy reżyseria i narracja są dobre. Taka rywalizacja mogła istnieć w głowie twórcy. Ale chyba niewielu się tym przejmowało, łącznie z konkurentami. Czy liczyłeś te kropki? Czemu nikt nie zrobił białego ekranu i nie napisał 64000 dots? Czy ludzie oburzali się, kiedy nie zostali wymienieni na liście w scrollu?
Jeśli chodzi o wyzwania, to tworzono też zawiłe algorytmy i szyfrowanie produkcji. Odgrażano się, że nikt tego nie rozwinie i nie pozna tajemnic kodu. Oczywiście w warunkach tamtych czasów.
A co jest oceniane w compo 4k procedural gfx i 256b intro?
Nie chodzi o to, jakie kto przyjmie kryteria. Każdy uczestnik ma prawo mieć inne.
Chodzi o to, ze finalnie uczestniczą w jakiejś formie rywalizacji. Inaczej nie byłoby głosowania.
Oceniane są wrażenia. Wrażenia są podsycane ograniczeniami. 256B jest chyba najtrudniejsze w obiektywnej ocenie. Ale ocena na scenie nigdy nie była obiektywna. Co niektórych wkurzało i odchodzili. Za to dobrze czuli się ci, którzy nie mieli złudzeń i działali by odnieść skalkulowany sukces. Tacy robili najefektywniejsze toolsy.
Demoscena bezpośrednio wywodzi się z sceny crackerskiej, gdzie rywalizacja jak najbardziej występuje.
Gdyby w demoscenie nie chodziło o rywalizację, to autorzy nie prześcigaliby się w udoskonalaniu efektów, które zobaczyli w innych demach.
W latach 80 było pełno produkcji gdzie programiści chwalili się, ile animują kropek/bobów.
Nie chodzi o rywalizację w sensie publikacji kodu, tylko o stworzenie ładniej wyglądającego i/lub wymagającego technicznie efektu.
Czytałem sporo recek dem w zinach i ludzie tam nie oceniali przez pryzmat ile ktoś animował kropek więcej niż poprzednicy. Raczej oceniało się to czy muzyka jest synchroniczna z efektami. Jakie są przejścia między scenami. Czy reżyseria i narracja są dobre. Taka rywalizacja mogła istnieć w głowie twórcy. Ale chyba niewielu się tym przejmowało, łącznie z konkurentami. Czy liczyłeś te kropki? Czemu nikt nie zrobił białego ekranu i nie napisał 64000 dots? Czy ludzie oburzali się, kiedy nie zostali wymienieni na liście w scrollu?
Jeśli chodzi o wyzwania, to tworzono też zawiłe algorytmy i szyfrowanie produkcji. Odgrażano się, że nikt tego nie rozwinie i nie pozna tajemnic kodu. Oczywiście w warunkach tamtych czasów.
A co jest oceniane w compo 4k procedural gfx i 256b intro?
Nie chodzi o to, jakie kto przyjmie kryteria. Każdy uczestnik ma prawo mieć inne.
Chodzi o to, ze finalnie uczestniczą w jakiejś formie rywalizacji. Inaczej nie byłoby głosowania.
Oceniane są wrażenia. Wrażenia są podsycane ograniczeniami. 256B jest chyba najtrudniejsze w obiektywnej ocenie. Ale ocena na scenie nigdy nie była obiektywna. Co niektórych wkurzało i odchodzili. Za to dobrze czuli się ci, którzy nie mieli złudzeń i działali by odnieść skalkulowany sukces. Tacy robili najefektywniejsze toolsy.