Ja bym dodał, żeby nawet nie wspominać. Jest to trochę krzywdzące dla przyjaźni opartych na wymianie doświadczeń. Nie znam dobrego momentu w którym można się czymś pochwalić. Bo wydaje mi się, że potem przestanę lubić projekt i zacznę publicznie narzekać.
Kiedy pisałem ostatnio emulator, nie mogłem pozbyć się myśli o tym, że robię go dla kogoś. Wymyśliłem nawet tło historyczne w którym by fajnie pasował i był bardziej atrakcyjny dla innych. Potem wpadłem w pułapkę bezsensownego udoskonalania. Na szczęście był przy okazji eksperymentem o zarządzaniu kodem, który też się nie udał. Więc i tak zyskałem doświadczenie. Głównym założeniem było tylko jak zrobić interpreter poleceń i bootloader na różnych starych procesorach. Bo miałem niedosyt po Benie.
W skejtingu ludzie uczą się tricków. Potem pokazują je znajomym na żywo. W programowaniu to tak jakby zrobić przy spotkaniu jakiś hackathon albo jam. Gdzie kodujesz od zera na miejscu z innymi, którym ufasz, pod wpływem chwili. Więc są inne intencje.
To się różni od publicznego kodu, który raczej powstaje z intencją, że będzie spełniał życzenia odbiorców. Dobrym przykładem jest tu opowieść autora programu copyparty.
Ja bym dodał, żeby nawet nie wspominać. Jest to trochę krzywdzące dla przyjaźni opartych na wymianie doświadczeń. Nie znam dobrego momentu w którym można się czymś pochwalić. Bo wydaje mi się, że potem przestanę lubić projekt i zacznę publicznie narzekać.
Kiedy pisałem ostatnio emulator, nie mogłem pozbyć się myśli o tym, że robię go dla kogoś. Wymyśliłem nawet tło historyczne w którym by fajnie pasował i był bardziej atrakcyjny dla innych. Potem wpadłem w pułapkę bezsensownego udoskonalania. Na szczęście był przy okazji eksperymentem o zarządzaniu kodem, który też się nie udał. Więc i tak zyskałem doświadczenie. Głównym założeniem było tylko jak zrobić interpreter poleceń i bootloader na różnych starych procesorach. Bo miałem niedosyt po Benie.
W skejtingu ludzie uczą się tricków. Potem pokazują je znajomym na żywo. W programowaniu to tak jakby zrobić przy spotkaniu jakiś hackathon albo jam. Gdzie kodujesz od zera na miejscu z innymi, którym ufasz, pod wpływem chwili. Więc są inne intencje.
To się różni od publicznego kodu, który raczej powstaje z intencją, że będzie spełniał życzenia odbiorców. Dobrym przykładem jest tu opowieść autora programu copyparty.